JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?

Jak to się zaczęło? Sądzę, że od bólu pięt, a bardziej zapiętek. Może trochę wcześniej. Nagle, z niewiadomej dla mnie przyczyny zmieniłam pozycję zasypiania. Całe życie, jak pamiętam, zasypiałam na brzuchu ze zgiętą ręką pod piersiami i podkurczoną nogą. Inaczej nie zasnęłam. I nagle, bez wyraźnej przyczyny, zaczęłam zasypiać na plecach. Po jakimś czasie doszedł ten ból zapiętek. Był tak uporczywy, że wylądowałam u lekarza. Mam to odnotowane w swojej historii choroby.


Ponieważ od kiedy pamiętam, zawsze pisałam drobnym maczkiem, bardzo niewyraźnie, nie był to czynnik który mówiłby, coś jest nie tak. Zauważyłam jednak niewielkie zmiany w zachowaniu. Byłam bardziej pobudzona, bardzo szybko stresowałam się. Z czasem zauważyłam, i to był alarm, czerwone światełko, spowolniałam. To był bardzo wyraźny sygnał, jeszcze nie wiedziałam do czego. Widać, jeszcze nie tak znaczny, bym skojarzyła wszystkie elementy razem. Po pewnym czasie, pełnym niespodziewanych zawirowań życiowych, przenieśliśmy się z pracą, mieszkaniem, do nowego środowiska jakże odmiennego od tego w którym dotychczas żyliśmy. Wszystko było obce. Poza kilkoma przyjaciółmi, zdani tylko na siebie i swoje zdolności, rozpoczęliśmy nowy rozdział życia. Obserwacja środowiska, poznawanie wszystkiego od początku, zaowocowało jednocześnie samoobserwacją. Tu nastąpił szok.
Jjest maj 2000roku. Zaczęliśmy budowę domu. Ja ją organizowałam, nadzorowałam, wybierałam, kupowałam i dostarczałam zakupione materiały na budowę. Powoli zaczynałam się czuć tak jakby (opiszę to obrazowo) z nadmuchanego ogromnego balonu, zaczęło uciekać powietrze. Niby balon, ale już nie balon, bo sflaczały. Nie były to codzienne odczucia, nie. Czasami całe tygodnie nic mi nie było, ale potem dopadało mnie takie coś i nic nie pomagało. Nie pomagała żadna mobilizacja, samozaparcie. Nawet znany bioenergoterapeuta, którego wysiłek wystarczył na tyle, bym mogła pojechać na wesele i uczestniczyć w nim bawiąc się jakieś cztery godziny. Następny szok, ja, pierwsza baletnica parkietów, nie mogłam tańczyć. Zamiast tej lekkiej, zwinnej w tańcu , drewniana kłoda. Tego było już za dużo. Zaczęłam analizować swoje zachowanie. Niespodziewanie szybko, bo w połowie roku 2001, może był to czerwiec, zaczęłam podejrzewać. Początkowo myślałam o Aizheimerze, ale jak zaczęła mi drzeć prawa ręka, zaczęłam ciągnąć prawą nogę, to już wiedziałam. Ale jak tu powiedzieć o tym bliskim? Powiedziałam mężowi o moich obawach, a on skwitował krótko: „no chyba raka mózgu, a nie Parkinsona". Nie naciskałam, nie drążyłam tematu, ale jak przyjechał nasz przyjaciel, zwrócił uwagę. Powiedział to przy mężu :
-- Co się z Tobą dzieje, źle wyglądasz, ciągniesz prawą nogę.
Wiedziałam. Mąż załatwił skierowanie do szpitala. I tak w grudniu, już po pierwszym dniu, gdy dostałam tabletkę Madoparu i Vigerytu, po godzinie żyłam jak młody bóg. Lekarka tylko potwierdziła moje podejrzenia. W tym roku w grudniu minie 13 lat od postawienia diagnozy. Ostatnio segregując dokumenty znalazłam dokumenty od lekarza, który już w 1995 roku zwraca uwagę na sztywność prawej strony. Noga, ręka, maskowatość twarzy, i bardzo tłusta cera, sugerował przewlekłą chorobę do konsultacji z neurologiem. Wystraszył mnie. Potem chorowałam półtora roku na kręgosłup. Gdzieś między wierszami sugerowano, że tu nie tylko jest chory kręgosłup ,ale towarzyszy temu jeszcze inna choroba. Wszyscy byli skoncentrowani na kręgosłupie, a te odpryski, które nie przystawały do choroby, zignorowano. Już nie pamiętam, dlaczego nie wróciłam do bardzo dobrze zapowiadającego się lekarza.

                                                                                                                                                                    Ewa K.

Newsletter

Jeśli chcesz być na bieżąco informowany o aktualnościach wydarzających się na naszej stronie wpisz swój adres e-mail

Kontakt

Stowarzyszenie Ostoja
ul. Ariańska 7/3
31-505 Kraków

tel.  +48  663 506 011
fax. +48 12 422 59 77
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.